fot. Przemysław Prymelski

Siew kukurydzy po życie zbieranym na kiszonkę, jest już w Polsce swego rodzaju standardem.

Zazwyczaj przypada on połowę maja i chociaż niesie ze sobą pewne ryzyko, wielu rolników decyduje się na takie rozwiązanie i od lat praktykuje je w swoich gospodarstwach. Ten typ uprawy, spotykany jest głównie w gospodarstwach specjalizujących się w hodowli bydła, które chcą w ten sposób podreperować bilans pasz w gospodarstwie oraz maksymalnie wykorzystać glebę.

Zazwyczaj siew kukurydzy w plonie wtórnym spełnia swoją rolę i udaje się w stu procentach. Problemy pojawiają się jednak przy latach suchych, kiedy rośliny mają problem ze wschodami.

Chociaż w tym roku rolnicy na terenie całej Polski zmagają się z suszą, kukurydze – również te zasiane w późniejszym terminie znajdują się przeważnie w przyzwoitej kondycji. W przypadku gospodarstw, które nastawione są na hodowlę bydła, nawet najmniejsze spadki plonu są jednak odczuwalne, zwłaszcza że użytki zielone na lekkich i średnich glebach także bardzo ucierpiały podczas suszy.

Perspektywa deficytu paszowego sprawiła, że nie brakuje rolników, którzy po zbiorze jęczmienia ozimego zdecydowali się na siew kukurydzy w lipcu. W ostatnich dniach w Polsce pojawiła się większa ilość opadów, co sprawia, że uprawy te mają szansę powodzenia.

Z teoretycznego punktu widzenia, kukurydza zasiana po jęczmieniu ozimym stanowi świetny międzyplon, który chroni glebę przed erozją, a po przyoraniu wnosi do gleby składniki mineralne.

W gospodarstwie Przemysława Prymelskiego z okolic Śremu (województwo wielkopolskie), ma ona jednak spełniać zupełnie inną funkcję. Rolnik wierzy, że wczesna odmiana charakteryzująca się wysokim potencjałem plonowania, którą zdecydował się zasiać po jęczmieniu, posłuży mu jeszcze jako pasza dla bydła, które hodowane jest w jego gospodarstwie.

– Rzadko można zobaczyć kukurydzę uprawianą po jęczmieniu. Moja została zasiana 1 lipca. Z racji, że ziemia była bardzo sucha, zasiałem ją dość głęboko, aby nasiona złapały chociaż trochę wilgoci. W ostatnich dniach, w moich okolicach spadło około 60 litrów deszczu na metr kwadratowy i wschody były naprawdę przyzwoite – poinformował gospodarz.

Rolnik twierdzi, że w jego regionie kukurydza zasiana w połowie maja, dość mocno odczuła skutki tegorocznej suszy. Jego zdaniem kukurydza zasiana w lipcu, może jeszcze osiągnąć satysfakcjonujący plon, o ile będzie miała ku temu sprzyjające warunki.

– Jeśli kukurydza nie wykształci kolby, nie będę dramatyzował. Najważniejsze, że zyskam sporo paszy energetycznej, którą w razie konieczności uzupełnię paszą białkową. Mimo, że w tym roku doskwierała nam susza, kukurydza, którą posiadałem w głównym plonie, ma już ponad 3 metry. Z racji, że w przyszłości chce zwiększyć ilość sztuk bydła, stwierdziłem że nie zaszkodzi mi taki eksperyment.

Moja Rola