fot. Kamil Rabos

Na terenie całej Polski trwają prace związane ze zbiorem rzepaku ozimego. Analizując sytuację, jaka miała miejsce na różnych etapach uprawy, mogłoby się wydawać, że plony będą dalekie od oczekiwań. Czy jest tak w rzeczywistości?

Rolnicy, którzy uprawiają w swoich gospodarstwach rzepak ozimy, napotkali w tym roku na szereg trudności. 

Szczególnie niebezpieczna dla upraw było długo przeciągające się nadejście wiosny oraz niskie temperatury na przełomie lutego i marca, kiedy w wielu regionach Polski, temperatura powietrza spadała w nocy do blisko – 20 stopni Celsjusza.

Fakt, że w wielu regionach Polski brakowało w tym czasie pokrywy śnieżnej sprawił, że część upraw bardzo mocno odczuła skutki mrozu i musiała zostać zlikwidowana.

Prawdziwym testem dla roślin były jednak ulewne deszcze połączone z gradem w drugiej połowie kwietnia, a następnie susza, która pojawiła się nad terytorium Polski.

Po pierwszych dniach żniw, można już wysunąć pierwsze wnioski dotyczące plonowania rzepaku. Chociaż susza bardzo mocno dała się roślinom we znaki, nie brakuje plantacji, gdzie rzepak mimo wszystko zdołał wydać plon oscylujący na poziomie 4 ton z hektara.

Z pierwszych analiz można wywnioskować, że w tym roku wyższe plony udało się osiągnąć rolnikom w województwach wschodnich, gdzie słyszy się o wartościach mieszczących się od 2,5 t/ha do 3,5 t/ha, czasami nawet 4,0 t/ha. 

Gorzej jest w Polsce zachodniej, ale mimo wszystko wydaje się, że rzepaki spisały się lepiej, niż można było się spodziewać, patrząc na przebieg pogody. Otrzymujemy sygnały, że nawet tutaj zdarzają się plantacje, z których udało się zebrać 3,5 t/ha, aczkolwiek zazwyczaj jest to granicach 2,0-3,0 t/ha.

Moja Rola