trzoda chlewna
fot. Fotolia

Co się stanie, gdy na terytorium Niemiec dotrze wirus afrykańskiego pomoru świń? Dla wielu rolników prawdopodobnie będzie oznaczać to walkę o przetrwanie i zmianę profilu działalności. Niewykluczone jednak, że przez ASF niemiecki rynek wieprzowiny ulegnie całkowitemu załamaniu, na co uwagę zwracał już w ubiegłym roku Sekretarz Generalny Niemieckiego Stowarzyszenia Rolników (DBV), Bernhard Krüsken.

– Jeżeli afrykański pomór świń dostanie się do Niemiec, będzie grozić nam katastrofa gospodarcza – powiedział Krüsken zauważając, że kraje eksportujące zrezygnowałyby z niemieckiej wieprzowiny, a ceny uległyby drastycznym spadkom. Szacuje się, że możliwe straty dla niemieckiego rolnictwa w związku z pojawieniem się wirusa ASF mogłyby wynieść od dwóch do trzech miliardów euro w skali roku.

Po dodaniu kosztów kontroli chorób i szkód dla całego przemysłu spożywczego, wysokość strat liczona w miliardach mogłaby osiągnąć wynik dwucyfrowy. Ponadto DBV obawia się egzystencjalnego kryzysu wielu hodowców trzody chlewnej, a także firm z branży w przypadku wybuchu ASF .

Torsten Staeck, dyrektor zarządzający grupy interesów hodowców trzody chlewnej w Niemczech (ISN) uważa, że branża jest przygotowana na taką ewentualność.

– Towarzyszy nam pewne napięcie. Faktem jest jednak, że środki ostrożności stosowane przez niemieckich hodowców trzody chlewnej są surowe, a władze przygotowują się działań na wypadek wybuchu choroby w Niemczech. To pokazuje, jak wielką wagę przywiązujemy do całości – podkreśla Staack.

Problem polega jednak na tym, że wybuch epidemii, nawet wśród dzików będzie mimo wszystko mieć poważne konsekwencje dla niemieckich rolników. Wówczas eksport wieprzowiny do krajów spoza Unii Europejskiej najprawdopodobniej ulegnie bardzo szybkiemu spowolnieniu. Z drugiej strony (teoretycznie) handel na terenie Unii Europejskiej powinien wciąż być możliwy. Kraje w których pojawił się wirus ASF podzielone są bowiem na strefy i tylko w strefach bezpośrednio dotkniętych wirusem afrykańskiego pomoru świń powinny obowiązywać zakazy transportowe.

Oznacza to, że pojawienie się afrykańskiego pomoru świń w Brandenburgii, nie będzie mieć związku z handlem wieprzowiną wyprodukowaną w Dolnej Saksonii lub Nadrenii Północnej-Westfalii. Przynajmniej jeśli chodzi o eksport do innych krajów Unii Europejskiej.

Sprawy wyglądałyby jednak zupełnie inaczej, jeśli chodzi o eksport do krajów trzecich. Najważniejszym odbiorcą wieprzowiny z Niemiec są Chiny, gdzie populacja świń została zredukowana o połowę w wyniku wielkiej epidemii ASF – około 220 mln świń. Dla porównania, ogólna populacja świń w Europie wynosi niewiele mniej niż 150 mln świń. Bezpośrednią konsekwencją dramatycznego niedoboru dostaw w Chinach jest podwojenie cen i bezprecedensowy boom importowy. Silny popyt ze strony Chin spowodował również wzrost cen wieprzowiny w tym kraju do poziomu 2 euro/kg, a Komisja Europejska przewiduje dalszy wzrost cen w przyszłym roku.

– Gdyby w Niemczech wybuchł afrykański pomór świń, rynek chiński natychmiast zostałby zamknięty – powiedział Staack. Jak duże byłyby to szkody dla niemieckiego przemysłu mięsnego? Nie można tego obecnie oszacować. Staack uważa, że Chińczycy być może nadal kupowaliby niemiecką wieprzowinę (jeżeli choroba wystąpiłaby tylko u dzików). Wymaga to jednak negocjacji i kosztownych testów: rolnicy musieliby wówczas udowodnić, że ich zwierzęta są zdrowe.

Obecnie dyskutuje się, czy Niemcy muszą zabezpieczać swoje granice w obawie przed epidemią ASF. Na taki krok zdecydowała się ostatnio Dania, jednak eksperci z Instytutu Friedricha Loefflera (FLI) w Greifswaldzie nie wierzą, że ogrodzenia zainstalowane na granicy Danii uniemożliwiają przedostanie się choroby. Ich zdaniem ogrodzenie jest raczej sygnałem ze strony Danii dla partnerów handlowych. – Jeśli dziki będą tego chciały, dostaną się na drugą stronę nad lub pod płotem – powiedziała rzecznika FLI, Elke Reinking

Patrząc na przebieg pojawiania się wirusa ASF w Europie, można zauważyć, że wirus wielokrotnie pokonuje bardzo duże odległości. W 2017 roku ASF nagle wybuchł w Czechach, po tym, jak choroba pojawiła znacznie wcześniej na wschodzie. Na początku 2018 roku bardzo zaskakujący był pierwszy przypadek afrykańskiego pomoru świń w Belgii. Ostatni przypadek w Polsce pokazuje przeskok o 250 kilometrów, czyli o odległość zdecydowanie za dużą dla świń.

– Dziki mogłyby rozprzestrzeniać epidemię tylko na 15–20 kilometrów w skali roku – uważa Thomas Mettenleiter, prezes Friedrich Loeffler Institute (FLI). Wyjaśnienie tego jest proste: Największą rolę w przenoszeniu wirusa odgrywają nie dziki, ale człowiek i prawdopodobnie także nośniki. Ponieważ wirus występuje nie tylko u zwierząt, ale także w przetworzonym mięsie (przez wiele miesięcy), mógł dotrzeć także do Niemiec: ludzie przywożą skażoną żywność i wyrzucają, a dziki mogą je zjeść, a następnie zostać nosicielem wirusa.

Kolejnym problem według Thomasa Mettenleitera, prezesa Instytutu Friedricha Loefflera (FLI) jest brak szczepionki przeciwko afrykańskiemu pomorowi świń, nawet jeśli naukowcy gorączkowo nad nią pracują.

Źródło: www.agrarheute.com

Od zawsze związany z rolnictwem. Absolwent Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu na kierunku ekonomia, specjalizujący się w zakresie ekonomiki gospodarki żywnościowej.