wióry tokarskie w kukurydzy
fot. Piotr Jaworski

W ostatnim czasie głośno zrobiło się o masowych awariach sieczkarni, do których dochodziło na terenie powiatu mławskiego oraz działdowskiego.

W obu przypadkach schemat działania był ten sam. Na kolbach lub łodygach kukurydzy zawieszony był metalowy pręt lub śruba, która powodowała poważne awarie sieczkarni.

– Nie ma wątpliwości, że ktoś robi to w sposób celowy. Aby sieczkarnia była w stanie zebrać taki pręt, musi być on zawieszony nad ziemią. Metal, który byłby przypadkowo rzucony na pole, nie wpadłby w zęby sieczkarni – twierdzili rolnicy z okolic Mławy i Działdowa.

Do tej pory nie udało się ustalić, kto jest sprawcą tego typu wydarzeń. Hipotez jest wiele – pojawiają się pogłoski o mieszkańcach miast, którzy przeprowadzili się na wieś, firmach oferujących usługi rolnicze, które chcą zarobić na nieszczęściu rolników oraz zemście rolników, którzy chcieli wydzierżawić poszczególne pola, ale spotkali się z odmową właścicieli.

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że do tego typu wydarzeń dochodzi także w innych regionach Polski. Otrzymujemy sygnały, że podobne incydenty mają miejsce w Wielkopolsce, Śląsku czy Podlasiu.

Piotr z Ciechanowic (województwo podlaskie), który pracuje jako operator poinformował nas, że podczas tegorocznych zbiorów kukurydzy w województwie podlaskim było kilka tego typu sytuacji.

Nieco inny był jedynie sposób działania. W tym przypadku sprawca bądź sprawcy umieszczali na roślinach butelki, bądź wióry tokarskie, które mogłyby uszkodzić sieczkarnie. 

W skrajnych przypadkach operatorzy i rolnicy, musieli podjąć decyzję o wstrzymaniu zbiorów z powodu tego typu „niespodzianek”.

Również tym razem pojawiają się tylko i wyłącznie nieoficjalne informacje bądź domysły dotyczące motywów działania.

Pewne jest natomiast jedno: Niebezpieczny trend ma zasięg ogólnopolski i bez względu na czynniki, jakie kierują sprawcom tego typu wydarzeń, cel jest zawsze ten sam – zniszczenie drogiej maszyny.

Moja Rola

1 KOMENTARZ