hodowla bydła mlecznego
fot. Fotolia

W ostatnich miesiącach w niemieckich mediach wiele mówi się o problemie przestrzegania praw zwierząt i uboju chorych krów, czyli tzw. leżaków. Obrońcy praw zwierząt obwiniają system, władze obiecują ściślejsze kontrole. Dwóch byłych pracowników gospodarstwa mlecznego ze Stade (miejscowość, gdzie dochodziło do nielegalnego uboju zwierząt), postanowiło opowiedzieć o sytuacjach związanych z powszechnie występującym procederem.

Jedna z restauracji w Stade. Jonny i Christin spotykają się z dziennikarzem gazety Peiner Allgemeine Zeitung. Mężczyźni zamawiają pieczone ziemniaki – tylko ziemniaki, bez mięsa. Nie w tym rzecz, że są wegetarianami. Po prostu będą opowiadać o chorych, pół martwych i martwych krowach – to niezbyt dobre połączenie. – Stałem się również trochę ostrożniejszy w kwestii spożycia mleka – mówi Jonny uśmiechając się, ale nie jest to szczęśliwy uśmiech.

Jonny i Christin mają 29 i 22 lata. Tak naprawdę nie mają na imię Jonny i Christin, ale ich prawdziwe imiona nie mają teraz znaczenia. Do rzeczy: Obaj pracowali do niedawna w gospodarstwie mleczarskim w okolicach Stade, ale nie mogli znieść tego, jak traktowano tam bydło. Mówią o martwych krowach padłych z powodu kwasicy żwacza i innych chorób spowodowanych nieodpowiednim żywieniem. Opowiadają o krowie, która leżała na podwórku i nie mogła wstać, więc po prostu leżała tam przez tydzień. – Dwie trzecie rolników jest rozsądnych. Dla jednej trzeciej bydło to tylko źródło dochodu – uważa Jonny.

Nie tylko rzeźnie, ale również rolnicy, o których wspomina Jonny znajdują się pod obserwacją Friedricha Müllna, który prowadzi organizację Soko Tierschutz. Stowarzyszenie od 2013 roku dokumentuje pogwałcenia dobrostanu zwierząt, głównie za sprawą potajemnych nagrań lub tajnych informatorów. Stowarzyszenie wystosowało już odpowiednie zarzuty wobec rzeźni w Fürstenfeldbruck, Eschweiler, Tauberbischofsheim, Hohengöhren w powiecie Stendal oraz w Bad Iburg i Düdenbüttel w powiecie Stade w Dolnej Saksonii, które są obecnie zamknięte.

Rzeźnia w Düdenbüttel to ostatni przypadek, gdzie łamano prawa zwierząt. Mała farma na końcu ulicy, kilka domów i cmentarz – to właśnie tutaj trzyosobowa rodzina prowadziła swój biznes. W ciągu roku zostało ubitych w niej około 9000 zwierząt, z czego większość to bydło, ale również bydło, którego nie można było ubić. Zwierzęta hodowlane, które są chore lub niezdolne do samodzielnego chodzenia, nie powinny być ubijane. Nie powinny być nawet transportowane. Po spełnieniu określonych wymogów, możliwe jest jedynie dokonanie uboju z konieczności w gospodarstwie. W najgorszym przypadku zwierzę musi zostać uśpione i trafić do utylizacji.

Problem polega na tym, że uśpienie chorego zwierzęcia generuje koszt. Nielegalne ubicie zwierzęcia w rzeźni może przynieść pewien dochód. – To była stała maksyma – mówi Jonny: – Jeśli krowa nie może już chodzić, jedzie do Düdenbüttel – wspomina. W Düdenbüttel chętnie kupowano takie zwierzęta. Z resztą nie tylko tam, o czym świadczą nagrania Soko Tierschutz. Chore krowy ciągnięte wciągarkami liniowymi na przyczepę lub z niej, krwawiące rany, zwichnięte kończyny i rzeź w niechlujnych warunkach – mówiąc krótko: prawdziwe okrucieństwo wobec zwierząt.

Co odpowiada za taki stan rzeczy? Według Friedricha Müllna z Soko Tierschutz winny jest system. Zwierzęta w związku z ogromną eksploatacja są wyjałowione, pojawiają się choroby. Rocznie z tego powodu w Niemczech sprzedaje się 100 tys. krów. Rolnicy chcąc odzyskać część pieniędzy, sprzedają zwierzęta do rzeźni, a lekarze którzy nadzorują cały proces, odwracają wzrok. W przeszłości takie przypadki były często tuszowane. Teraz coś zaczyna się zmieniać. – Ktoś, kto robić coś takiego, nie jest już dla mnie profesjonalnym kolegą – uważa Johann Knabbe, rolnik z okolic Stade.

Friedrich Mülln z Soko Tierschutz twierdzi, że w Niemczech wciąż jest około 30 rzeźni, które działają na podobnych zasadach jak rzeźnie w Bad Iburg i Düdenbüttel. Zazwyczaj są to małe rzeźnie. Jak wyznaje nie chodzi o to, aby je zamykać – celem zaprzestanie dręczenia zwierząt. Czy sytuacje uda się opanować przynajmniej częściowo? Tego nie wiadomo, ale widać, że w przypadku wielu hodowców zauważalna jest zmiana wartości.

Peiner Allgemeine Zeitung

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź swój komentarz!
Podaj swoją nazwę użytkownika