bydło mięsne - limousine
fot. Fotolia

Sprawa nielegalnego uboju chorych krów, który odbywał się w rzeźni w Kalinowie odbiła się szerokim echem nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie.

Chociaż rzeźnia została już oficjalnie zamknięta, sprzedawana przez nią wołowina w dalszym ciągu jest lokalizowana na kolejnych rynkach i wycofywana z obrotu.

Sprawa, która wyszła na światło dziennie dzięki śledztwu przeprowadzonemu przez dziennikarzy telewizji TVN bardzo szybko zyskała medialny rozdźwięk. Niestety wraz z nim, w wielu krajach importujących polską wołowinę pojawił się bezzasadny strach przed mięsem z Polski.

O tym, że chore bydło jest ubijane w wielu polskich oraz europejskich rzeźniach wiadomo praktycznie od zawsze. Ubojnia w Kalinowie jest jedynie konkretnym, namacalnym przykładem tego typu praktyk. Wszak wołowina z położonego pod Ostrowią Mazowiecką zakładu łamiącego przepisy o dobrostanie zwierząt oraz normy produkcji to zaledwie 0,1% polskiej produkcji mięsa wołowego.

Tego typu patologiczne zachowania powinny być nagłaśnianie i momentalnie eliminowane w celu ochrony interesów konsumentów, rolników oraz ku przestrodze przedsiębiorców z branży mięsnej. Nie powinny być jednak czynnikiem, który rzutuje na reputację i postrzeganie polskiego sektora wołowiny na rynku zagranicznym.

Do niedawna polska wołowina cieszyła się bardzo dobrą renomą na arenie europejskiej oraz światowej. W ciągu ostatnich kilku dni wszystko zmieniło się diametralnie, a część z państw do których trafiło mięso z Kalinowa chciało natychmiast zamknąć rynek przed polską wołowiną. Nasuwa się pytanie – dlaczego polska wołowina jest tak mocno piętnowana, skoro przypadek w Kalinowie to zaledwie wierzchołek góry lodowej?

Do podobnej sytuacji doszło w październiku 2018 roku na terytorium Niemiec. Z powodu skupu chorego i padłego bydła zamknięta została rzeźnia w Bad Iburg – mieście położonym w Dolnej Saksonii. Podobnie jak miało to miejsce w Kalinowie, także w Bad Iburg można było zauważyć masowe naruszenia dobrostanu zwierząt. Chore zwierzęta nie mogące poruszać się o własnych siłach były ściągane z naczep samochodów za pomocą wyciągarki linowej, a następnie pozbawiane życia.

– Nikt nie chce oglądać tego typu obrazów. Zastanawiam się dlaczego nikt nie zgłosił tego wcześniej. Każdy pracownik ma możliwość zrobienia tego w sposób anonimowy. Potępiam fakt, że nikt wcześniej nie miał odwagi zgłosić, że dochodzi do czegoś takiego. Ci, którzy tolerują takie warunki, nie powinni się dziwić, że potem rolnictwo ma problemy z akceptacją społeczną – powiedziała wówczas niemiecka minister rolnictwa Barbara Otte-Kinast.

Chociaż sprawa w Bad Iburg również była szeroko komentowana w mediach, raczej nie miała znaczącego wpływu na reputację niemieckiej wołowiny. Na polskim rynku już teraz zauważalne są spadki cen, a jeżeli trend ten zostanie utrzymany, sytuacja wielu hodowców może stać się dramatyczna.

Przypomnijmy, że Polska sprzedaje zagranicę ponad 80% wyprodukowanej wołowiny i jest obecnie największym w Unii Europejskiej eksporterem wołowiny do krajów pozaunijnych. Spośród krajów unijnych, głównymi odbiorcami polskiego mięsa są Włochy, Niemcy, Hiszpania, Holandia, Wielka Brytania i Francja.

Moja Rola / NDR